Czy zraszanie storczyków ma sens?

Czy zraszanie storczyków ma sens? Czy zalanie liści i kwiatów wodą zawsze skutkuje ich obumieraniem? Zastanawia mnie jedno, w naturalnym środowisku storczyki rosną w lasach deszczowych, gdzie wilgotność sięga nawet 100%. Temperatura również ich nie rozpieszcza, bowiem sięga nawet 90°F (32,2°C), dlatego dziwi mnie fakt, że we wszystkich poradnikach radzą by nie zraszać liści, by nie zalać stożka wzrostu, broń boże zalać kwiaty. Sama stosuję zapobiegawcze środki ostrożności, ale czy ma to sens? A może storczyki kupione w sklepach różnią się od tych rosnących w naturze?

W lasach tropikalnych, woda deszczowa spada bezpośrednio na liście i kwiaty. W Panamie, która należy do najbardziej deszczowych lasów na świecie, pada praktycznie codziennie przez 9 miesięcy. Ziemia jest tam błotnista a pogoda nie rozpieszcza. Takie warunki nie zniechęciły storczyków, co więcej kwitną tam jak szalone, nie zwracając uwagi na deszcz czy gorąc. Ten fakt skłania mnie do refleksji na temat podlewania.

Czy częste zraszanie liści i kwiatów storczyka może doprowadzić do ich uszkodzenia? Jak to możliwe, że w lasach deszczowych pogoda, która nie rozpieszcza storczyków, nie powoduje ich uszkodzenia. Czy na tym obszarze krople deszczu magicznie omijają te delikatne części rośliny?

Oczywiście, że nie. Gdyby wszystkie kwiaty storczyków zostały zniszczone przez wodę, w naturalnym środowisku nie doszłoby do zapylenia, a bez zapylenia nie ma nasion, a gdy nie ma nasion, nie ma nowych roślin. Nasuwa się więc pytanie: Czy jest różnica pomiędzy storczykami żyjącymi w naturalnym środowisku od tymi uprawianymi w niewoli? NIE MA, ich DNA jest jednakowe, wykluczyć należy, jedynie nasze hybrydy. 

Jak więc radzą sobie w tak trudnych warunkach? Kluczem do zagadki jest budowa orchidei. Ich liście zostały doskonale zaprojektowane przez matkę naturę. Pełnią dwie ważne funkcje, pierwsza to lejek, dzięki, któremu roślina dostarcza wodę do korzeni, druga zaś ma za zadanie przechwycić promienie słoneczne.

Im wyżej tym lepiej

Jak wiadomo storczyki to epifity, które nie rosną w glebie. Upodobały sobie gałęzie i pnie drzew. Dzięki temu uzyskują dostęp do jaśniejszego światła, a wiadomo im jaśniejsze światło tym więcej chlorofilu. Chlorofil jest zielonym pigmentem w komórkach każdego z liści, który wychwytuje promienie słoneczne w celu wywołania fotosyntezy. Woda, więc odgrywa ważną rolę w życiu rośliny.

Mimo, że korzenie orchidei przylegają do drzewa, storczyki znalazły sposób, by dostarczyć do nich odpowiednią ilość wody. Nie jest to łatwe zadanie, ponieważ korzenie nie są w stanie jej magazynować. W przypadku storczyków, które posiadają pseudobulwy, mogą przechowywać wodę by w odpowiednim momencie ją wykorzystać. A jaka rolę odgrywają liście? Oprócz wytwarzania pożywienia, sprawdzają się przy transportowaniu wody do zwisających korzeni.

Produktami fotosyntezy w liściach jest cukier, który wykorzystywany jest do zasilenia własnego wzrostu oraz tlen, który jest wydalany. Częste zraszanie, regularne podlewanie i światło są niezbędne dla zdrowego wzrostu (dzięki nim storczyk ma szansę wyprodukować własne pożywienie), dlatego nie należy im ich ograniczać. Należy również pamiętać, że storczyki potrzebują tlenu, bowiem same go nie produkują. Uwalniają go jedynie z procesu fotosyntezy.

Deszcz nie niszczy kwiatów, dzięki niemu lepiej rosną i stają się piękniejsze.

Po wysłuchaniu audycji o dziko rosnących storczykach doszłam do wniosku, że robię swoim storczykom krzywdę. Postanowiłam spróbować podlewać je 2- 3 razy dziennie przez 5-10 minut. Zwłaszcza przy takim upale, gdzie wilgotność powietrza jest znikoma. Czy to się sprawdzi, tego nie jestem pewna, ale wiem, jedno, gdyby lasy deszczowe nie odpowiadały storczykom, to nie występowałyby tam tak licznie, co więcej rosną tam i rozwijają się lepiej niż moglibyśmy sobie to wyobrazić.

[contact-form-7 id="3866" title="Newsletter"]


Kamila
About Kamila 260 Articles
Moja przygoda rozpoczęła się kilka lat temu. Jeden niepozorny storczyk wywrócił moje parapety do góry nogami. Zanim dobrze się poznaliśmy, prowadziliśmy nieustanną walkę o przetrwanie. Po wielu miesiącach moje orchidee odetchnęły z ulgą. Tak, tyle trwało zanim się dobrze poznaliśmy. Swoje spostrzeżenia, notatki, uwagi zawarłam na stronach tego bloga, który stał się moją storczykową instrukcją obsługi.